MOC I POKORA (Dzik i Krzyż)
Mijam po drodze stare, ciemne drewno,
Ciche Krzyże, co milczą od lat,
Idę przez las, niosąc w sobie to jedno
Pęknięcie, co dzieli mój świat.
W plecaku mam wiedzę, szamańskie podróże
I pamięć o pieśniach z kościelnych ław.
Czy te dwa żywioły mogą żyć w jednej skórze?
Czy woda pogodzi się z ogniem bez braw?
Wtem na ścieżce stanął on,
Ciemna bryła, leśny tron,
Dzikie serce, twardy kark,
Spojrzał w oczy – to nie żart.
Poczułem krew, poczułem ziemię,
To moja siła, to moje plemię.
A jednak staję pod Krzyżem w tej ciszy
I czuję jak ciało zgina się w pół.
To nie jest słabość, niech każdy usłyszy,
To Ego uderza czołem o stół!
Klękam, by powstać, pękam, by żyć,
Pozwalam rzece beze mnie lśnić.
To nie niewola, to wolności szczyt,
Gdy w sercu łączy się... Krzyż i Dzik!
Mówili mi: "Wstań, jesteś bogiem, kreatorem"
"Nie zginaj kolan, to przeszłości cień"
Lecz tutaj, przed Źródłem, przed Cichym Autorem
Zrozumiałem, czym jest ten gest w jasny dzień.
To twardy reset, to zgoda na życie,
To uznanie, że mądrość jest większa niż ja,
Że w tej pokorze jest moje odkrycie
I znika walka, co w głowie wciąż trwa...
Pion i poziom, niebo i grunt,
Święty spokój i dziki bunt,
Wszystko to jedno, wszystko to tu,
Składam swą broń, by nie brakło tchu!
Chrystus w mym sercu i instynkt w mych żyłach,
Jedna energia, jedna siła!
Więc staję pod Krzyżem w tej leśnej ciszy
I czuję jak ciało zgina się w pół,
To nie jest słabość, niech każdy usłyszy,
To Ego uderza czołem o stół!
Klękam, by powstać, pękam, by żyć,
Pozwalam rzece beze mnie lśnić.
To nie niewola, to wolności szczyt,
Gdy w sercu łączy się... Krzyż i Dzik!
Dzik i Krzyż...
Moc i Pokora...
Uklęknąłem wolny.
Wstałem... jako Całość.