Zaczęło się od wpisu Macieja Kaweckiego na fb. Surowa, racjonalna ocena, obrona granic nauki przed inwazją pseudonaukowych iluzji serwowanych przez Roberta Bernatowicza. A potem sekcja komentarzy zapłonęła. Z jednej strony Łukasz i Zbigniew wytoczyli twarde działa termodynamiki i biologii mózgu. Z drugiej Wiesław, Grzegorz i Anies stanęli w obronie tajemnicy, przestrzeni, w której świadomość wymyka się szkiełku i oku.
Dwa oblicza przetrwania
Czytałem to i widziałem nie tyle zderzenie dwóch wrogich światów, co obraz pęknięcia, które każdy z nas nosi głęboko w sobie. Zazwyczaj utożsamiamy się tylko z jedną z tych narracji. Wybieramy obóz, zakładamy mundur i ruszamy na front udowadniać swoją rację.
Zapominamy przy tym o fundamentalnej prawdzie: w każdym z nas mieszka zarówno wewnętrzny naukowiec, jak i wewnętrzny mistyk.
Naukowiec w nas to ten pragmatyczny facet z warsztatu samochodowego. Chce wiedzieć, jak działa silnik. Szuka wycieków, weryfikuje fakty, potrzebuje instrukcji i solidnych kluczy. Dzięki niemu mamy dach nad głową, szczepionki i ciepłą wodę w kranie. Mistyk z kolei to ten sam facet, który po zamknięciu warsztatu staje w nocy na pustej drodze, patrzy w bezmiar gwiazd i czuje, że jest częścią czegoś absolutnie niepojętego.
Obaj są nam niezbędni. Obaj dbają o nasze przetrwanie. Konflikt wybucha dopiero wtedy, gdy każemy im krzyczeć do siebie zza muru, w ich własnych, hermetycznych dialektach. Kiedy mistyk próbuje udowodnić istnienie duszy, pożyczając z laboratorium pojęcie „fizyki kwantowej” – fałszuje. Kiedy naukowiec próbuje zmierzyć sens ludzkiego istnienia w dżulach i sprowadzić miłość wyłącznie do wyrzutu oksytocyny – staje się ślepy.
Spotkanie przy kuchennym stole
A co by było, gdybyśmy zmusili ich do zrzucenia tych masek? Gdybyśmy pozwolili im porozmawiać językiem zwykłej, ludzkiej codzienności, z dala od baniek informacyjnych?
Posadźmy ich przy jednym kuchennym stole. Zaparzmy herbatę. Naukowiec, bez swojej zbroi z wykresów, powie wprost: „Boję się chaosu. Świat jest nieprzewidywalny. Muszę wiedzieć, jak to działa, muszę mieć dowody, żeby czuć się bezpiecznie”. Mistyk, odkładając na bok ezoteryczny żargon, odpowie: „Boję się pustki. Muszę czuć, że to wszystko ma głębszy sens. Inaczej bym zwariował”.
I nagle, w tej kuchni, zapada cisza. Okazuje się, że obaj mają rację. Obaj mówią dokładnie o tym samym – o ludzkim, pierwotnym lęku przed mrokiem. Obaj, choć używają skrajnie różnych narzędzi, próbują po prostu oświetlić nam drogę.
Wojna, w której wygrywa cisza
Wszystko jest fraktalem. To, co wewnątrz, rezonuje na zewnątrz. Dopóki nie zintegrujemy tego sporu w sobie, dopóki będziemy odcinać jedną część naszej natury kosztem drugiej, będziemy toczyć bezsensowne wojny w sekcjach komentarzy.
Rozwiązanie nie leży w udowodnieniu, czyj aparat poznawczy jest lepszy. W wojnie o rację wygrywa tylko cisza.
Rozwiązanie leży w pokorze. W akceptacji tego wspaniałego paradoksu, że jesteśmy utkani z ulegającej rozpadowi, biologicznej materii, która z jakiegoś powodu potrafi zapłakać z zachwytu nad rzeką.
[ ROZWINIĘCIE ESEJU W FORMIE PODCASTU 🔸 FRAKTALIO NA YOUTUBE ]